poniedziałek, 26 września 2011

Człowiek, który powstrzymał wybuch 3 wojny światowej.

Dziś mija 28 rocznica niezwykłego wydarzenia, które mogło zmienić cały świat.
26 Września 1983 roku to data, która przy odrobinie pecha, byłaby datą rozpoczęcia
3 wojny światowej.
płk. Stanislav Petrov
Tego dnia Stanislav Petrov, rosyjski pułkownik, miał za zadanie monitorować
system wczesnego ostrzegania. Jak wiadomo, lata 80te to trudne czasy zimnej wojny.
Kontakty między ZSRR, a USA były wówczas niezwykle napięte.
Wybiła 0:04 w nocy, gdy na sowieckim radarze ukazały się amerykańskie rakiety.
Według procedur, pułkownik miał obowiązek odpowiedzieć pełnym arsenałem nuklearnym.
Na szczęście tego nie zrobił.
Doszedł do wniosku, że nikt o zdrowych zmysłach nie rozpoczyna ataku jądrowego
od 5 rakiet, dodatkowo startujących z tego samego miejsca.
Te kilka minut, które miały wykazać, czy rakiety naprawdę istnieją,
a nie są błędem systemu, były chyba najdłuższymi minutami w życiu Petrova.
Na szczęście nic nie przyleciało.
Pułkownik za nie stosowanie się do procedur i ocalenie świata,
został nagrodzony naganą i odsunięciem od służby.
Sprawa wyszła na jaw dopiero w 1998 roku.
Od tego czasu pułkownik Stanislav Petrov, był wielokrotnie nagradzany
i uznany za bohatera, przez światowe organizacje.
Pozostaje tylko pytanie:
Jak dużo dziś brakuje do podobnej usterki komputera, która już nie skończy się tak dobrze?

wtorek, 20 września 2011

Mao Zedong i jego wróbelki

To będzie krótka historia o wróbelkach, o tym jak uśmiercić 30mln ludzi w 3 lata
i o tym jak bardzo złe są rządy absolutne.
Zacznijmy jednak od początku.
Nie tak dawno, bo w 1958 roku, w dalekich Chinach
rządził komunistyczny przywódca Mao Zedong.

Chciał by jego kraj zamienił się z typowo rolniczych wsi, w wielką, przemysłową potęgę.
W tym celu obmyślił plan, który nazwał "Wielkim skokiem naprzód".
Jak to bywa w komunie, wielkie mózgi zostały sprowadzone na boczny tor,
realizacją planu zajęli się ludzie którzy nie mieli o niczym pojęcia,
lecz wyznawali te wielkie ideały komunizmu, a to w zupełności wystarczyło.
Plan zakładał przetopienie ogromnej ilości kos i innych narzędzi
używanych w rolnictwie, do utworzenia ogromnych ilości bezwartościowego żeliwa.
Jak nie trudno się domyślić, odciągnięcie chłopów od roli, spowodowało klęskę głodu.
Co w tej sytuacji zrobił wspaniałomyślny Mao? Przyznał się do błędu?
Oczywiście że nie, nie byłby wtedy komunistą.
Za wszystkie problemy z żywnością obwinił m.in małe, bezbronne ptaszki - wróble.
Stworzył nowy plan, "Kampanie walki z czterema plagami."
Plagami miały być szczury, muchy, komary i oczywiście wróble.
Rozpoczęła się wielka akcja zabijania tych żyjątek.
Plakat propagujący zabijanie wróbli.
(Nie, to nie jest Maciuś z Klanu)






















W kilka dni wytępiono prawie wszystkie wróble z całych Chin.
Akcja okazała się wielkim sukcesem, do czasu.
Rok później kraj nawiedziła już prawdziwa plaga.
Plaga szarańczy, która dzięki braku naturalnego wroga - wróbla,
rozprzestrzeniła się błyskawicznie, wyjadając całe plony.
Doszło do 3 letniego głodu w wyniku którego śmierć poniosło w zależności od źródeł:
od 20 do 46 mln ludzi.
(Tak na marginesie, to czym jest 6 mln. ofiar holokaustu w porównaniu z tym?)
Mao został delikatnie odsunięty od władzy.
Nie potrafił się z tym pogodzić, więc wymyślił kolejny plan.
"Rewolucja Kulturalna", która polegała na pozbyciu się rywali u władzy.
Znów zginęło kilka milionów ludzi, a Mao został objęty prawie boską czcią.
Do dziś jego portret wisi na Placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie.

Dziś, w Chinach nie ma już wróbli.
Na szczęście są jeszcze w Polsce, więc, jeśli zobaczycie kiedyś wróbelka,
lepiej zostawić go w spokoju, bo historia lubi się powtarzać...